Mieszkanie w Gliwicach.
Wracając znad morza, przejeżdżaliśmy przez Gliwice. Jak to miasto się zmienia… Przecież jeszcze niedawno mieszkałam tutaj, na Daszyńskiego, studiowałam i pracowałam w kawiarni w centrum. Ten czas tak szybko zleciał, po studiach wróciłam do rodzinnego miasta na Podbeskidziu i Gliwice odwiedzam tylko przejazdem. Pamiętam, ile miałam problemu z wynajęciem mieszkania. Kiedy tu przyjechałam pierwszy raz, nikogo nie znałam.
Kiedy już zostałam przyjęta na studia, zaczęłam szukać mieszkania do wynajęcia. Oczywiście, niedużego, taniego, położonego w dobrym miejscu. Przejrzałam trochę lokalnej prasy i znalazłam ogłoszenia jednego z biur nieruchomości. Skorzystałam z ich oferty i okazało się, że bardzo szybko dzięki pomocy tego biura znalazłam ciekawą ofertą, do przyjęcia przez niezbyt majętną studentkę. Mieszkanie było położone na trzecim piętrze, było malutkie, ale mnie naprawdę wystarczało. Rano zawsze budził mnie tramwaj, przejeżdżający pod oknami.
Do tego dźwięku musiałam się niestety przyzwyczaić, co z początku było trochę uciążliwe, bo u mnie tramwaje nie jeżdżą. Ale jazda tramwajem i same tramwaje miały swój niezapomniany urok. I były takie wygodne. Zbiegałam tylko po schodach na dół i już byłam na przystanku. Potem tylko moment i już byłam w centrum miasta. Teraz mąż się śmieje ze mnie, że patrząc na to miasto podczas przejazdu miałam takie rozmarzone oczy, jakbym myślała o niebieskich migdałach. A ja tylko wspominałam swoje małe, wygodne mieszkanie na Daszyńskiego.
http://www.nieruchomosci.infokatalog.pl